o fotografii turystycznej

6.07.2010  –  Kategoria: o fotografii

Fotografia przez lata stawała się coraz bar­dziej powszechna. Coraz więcej osób miało dostęp do narzędzi aż wresz­cie dziś, na dobrą sprawę każdy ma własny aparat czy inne urządzenie służące do obrazowania (jak to nazywał kiedyś sys­tem Win­dows). Nikt tego pędu nie zatrzyma. Nikt nawet nie próbuje. 

Z jed­nej strony — dla fotografii — jest to pozytywne zjawisko; powstaje więcej zdjęć, więc — statystycz­nie — powstaje też więcej dobrych zdjęć. Tak przy­naj­mniej wygląda teo­ria. W prak­tyce wygląda to chyba ina­czej i, nie­stety, znacz­nie gorzej. Ostat­nia wizyta w Paryżu pozwoliła mi się o tym prze­konać dość dobitnie. 

Mam bowiem wrażenie, że więk­szość turystów ogląda nie­znaną sobie rzeczywistość na wyświetlaczach swoich aparatów. Nie krytykuję takiej postawy, nie twier­dzę, że to źle; każdy z nas ma potrzebę zatrzymania wspo­mnienia, a powszech­ność urządzeń bar­dzo w tym pomaga. Dziwi mnie jedynie kolej­ność wykonywania poszczegól­nych czyn­no­ści. Kiedyś, stojąc przed czymś ciekawym, naj­pierw się to oglądało, a potem ewen­tual­nie robiło zdjęcie. Dziś — i prze­konałem się o tym wielo­krot­nie — naj­pierw robi się zdjęcie, by potem — o ile star­czy czasu — to coś ewen­tual­nie zobaczyć.

Katedra Notre Dame na przy­kład, pełna była dzieciaków, każdy z cyfrówką na szyi (za moich czasów na wycieczki szkolne brało się aparaty jed­norazowe lub wybłagane u rodziców kom­pakty fix-focus), które fotografowały wszystko dookoła, nie zastanawiając się nawet, gdzie są. Witraż, ołtarz, kolumna, obraz, znów witraż; wszystko w biegu, ignorując zarówno historię, świętość, jak i atmos­ferę miej­sca. Słyszane tylko od czasu do czasu “this is so cool” przy­pominało, że to żywe istoty. Podob­nie było pod Wieżą Eiffel’a, gdzie z pew­no­ścią było więcej aparatów niż ludzi, bo chociażby stojąca obok turystka ze wschodu fotografowała swoim Canonem i iPhone’m jednocześnie!

Koronny przy­kład takiej postawy spo­tkałem jed­nak w Luw­rze, gdzie kobieta idąc, trzymała w dłoni włączoną kamerę, obiek­tywem skierowanym w bok, nagrywając wszystko, co mijała, nawet na to nie spo­glądając. Roz­mawiała z towarzyszami podróży, bo prze­cież dzieła sztuki obej­rzy sobie przed telewizorem.

Ależ się nam poprzestawiały priorytety… Przykre.

skomentuj