Quo vadis photojournalism?
4.03.2010 – Kategoria: o fotografii, wolne myśli
Jestem zszokowany. Nie tyle informacją o dyskwalifikacji, co poziomem fotografii; tej jednej konkretnej, jak i tym, co się z nią porobiło. Tym, jak niski jest obecnie poziom fotografii dziennikarskiej.

Ale od początku; kilka tygodni temu Stepanowi Rudnikowi z Ukrainy przyznano 3. nagrodę w kategorii Sports Features. Wczoraj został jednak zdyskwalifikowany. Wedle oficjalnego oświadczenia, naruszył regulamin konkursu World Press Photo. Autor został poproszony przez jury o udostępnienie plików RAW. Potwierdziły one wstępne (choć przecież po czasie) podejrzenia jurorów. Okazało się bowiem, że dokonując retuszu, autor nieco się zagalopował i wyplampkował fragmenty trawy w tle, żeby usunąć z fotografii przeszkadzający mu kawałek stopy. Regulamin mówi, że treść fotografii nie może być modyfikowana. Akceptowalny jest jedynie retusz wedle obowiązujących w branży standardów. Według jurorów, Stepan przekroczył tę granicę.
Z wszystkim powyższym się zgadzam. Jeśli założeniem konkursu World Press Photo jest promować czy utrzymywać fotografię reportażową na wysokim poziomie, to dyskwalifikacja jest jak najbardziej na miejscu.

Mnie jednak zszokował inny krok jego manipulacji — Stepan Rudnik skadrował to zdjęcie. I to jak! Według moich obliczeń (zakładając, że powyższe zdjęcie jest “pełną wersją”), do konkursu wybrał jedynie 13,62% kadru. Takie kadrowanie diametralnie zmienia odbiór fotografii; uwidacznia brak profesjonalnego przygotowania się do materiału. Skoro Stepanowi zależało na detalu, to powinien był go sfotografować, a nie wyciąć. Takie są zasady, prawda?

I abstrahuję nawet od tego, że to zdjęcie jest zwyczajnie słabe. Zastanawiam się raczej nad przyszłością fotografii reporterskiej w ogóle. Nad faktem, że autor, wiedząc przecież co robi, decyduje się wysłać taki twór na najbardziej prestiżowy konkurs fotograficzny świata. Nad tym, o ilu takich manipulacjach nie wiemy, uważając oglądane fotografie za autentyczne.
Kiedyś wśród fotoreporterów panowała zasada “f8 and be there”. Wygląda na to, że dożyliśmy czasów, gdy przekształciło się to w “24Mpix and be there”.
3 odpowiedzi
skomentuj
wcześniejsze
- dziennik ver.1.2 (31.08.2010)
- dziennik ver.1.1 beta (30.08.2010)
- paryskie tła (9.07.2010)
- o fotografii turystycznej (6.07.2010)
- Lightroom 3 — pierwsze wrażenia (26.06.2010)
- bolechowski.pl ver.3.0, czyli… (5.06.2010)
- dysku wymiana (4.06.2010)
- na dachu (20.05.2010)
Marzec 4th, 2010 at 21:37
No coz. Takie czasy. Jak bedzie 240Mpix to bedziemy promile ogladac zamias procentow.
[odpowiedz]
Marzec 5th, 2010 at 09:24
Widzisz jakie czasy nastały. Nie wiem czy oglądałeś zwycięskie fotografie w zeszłorocznym konkursie NG — moje podsumowanie: “Retusz, retusz, retusz!”
[odpowiedz]
Marzec 5th, 2010 at 10:15
Mnie bardziej interesuje, skąd komisja, 3 tygodnie po ogłoszeniu wyników, miała podejrzenia, co do rzeczonego zdjęcia.
[odpowiedz]