Nie wierzę, że to zrobiono. Potwierdziły się plotki, mówiące o tym, że następca Nikona D700 będzie wyposażony w pełnoklatkową matrycę o rozdzielczości 36 megapikseli. Trzydziestu sześciu!
Nikon zaprezentował dziś model D800, z którego specyfikacją nie zdążyłem się jeszcze zapoznać, bo informacja o ilości pikseli na matrycy ścięła mnie z nóg. Rzuciłem za to okiem na przykładowe fotografie, umieszczone przez producenta. Jeśli jpg potrafi „ważyć” 33 MB, to ile zajmuje RAW z tego aparatu?
Producent powinien w zestawie dodawać nowy komputer nabywcom; z szybszym procesorem – żeby obróbka tak wielkich plików (7360×4912 pikseli) nie była katorgą – oraz potężnym dyskiem/macierzą – żeby je przechowywać (o kopiach zapasowych nie wspominając).

Równie niezrozumiała dla mnie jest decyzja producenta o zastosowaniu dwóch banków pamięci; SD i CF. Idea sama w sobie jest świetna, ale skoro Nikon D4 ma porty CF i XQD, to oznacza to, że ktoś, fotografujący „deczwórką”, chcący mieć D800 w zapasie, powinien wyposażyć się w trzy rodzaje kart.
Rozbawiła mnie także cena gripu do powyższego. Sam aparat wyceniono na tyle, ile można się było spodziewać ($2999.95), za to sam grip kosztuje dodatkowe $600 (!).
Podsumowując; sporo ostatnio zastanawiałem się nad „dwusystemowością”, stąd też czekałem na tę premierę, ale dziś dociera do mnie, że decyzję podjąłem już w momencie premiery Nikona D4. Innymi słowy; D800 z pewnością nie będzie moim następnym aparatem.
